Kard. Müller krytykuje promowanie w Kościele gender i relatywizowanie nauki o małżeństwie
Niemiecki duchowny w obszernym tekście opublikowanym na stronie permariam.com wypowiedział się na temat raportu grupy studyjnej Synodu o synodalności dotyczącego tzw. „kwestii pojawiających się”. Potępił fakt, że niektóre środowiska kościelne wykorzystują proces synodalny do wprowadzania do Kościoła ideologii gender oraz do relatywizowania katolickiej nauki o małżeństwie.
Zgubne wnioski synodalne
Oto tekst kard. Müllera w tłumaczeniu na język polski:
"Grupy robocze powołane przez papieża Franciszka podczas Synodu o synodalności w 2024 r. stopniowo publikują swoje –wysoce kontrowersyjne – ustalenia.
Są one zgubnie podobne pod dwoma względami:
- Swoją nieufnością wobec centralnych dogmatów nauki katolickiej, które mylą z systemem myślenia ograniczonym czasowo, zamiast uznać je za pełne i wyczerpujące przekazanie Bożego objawienia obecnym i przyszłym pokoleniom; oraz
- w swojej próbie dostosowania się do panujących ideologii poprzez tak zwaną „zmianę paradygmatu z sztywnego dogmatyzmu na przyjazne ludziom podejście duszpasterskie”, aby zyskać uznanie ich zwolenników.
Nie zaprzeczają oni otwarcie prawdom objawionym. Ignorują je jednak i budują obok nich swój własny dom chrześcijaństwa wygodnego i dostosowanego do świata.
Aby zmylić naiwnych współwyznawców, przyozdabia się to biblijnymi i brzmiącymi duchowo frazesami: „to, co Duch mówi do Kościołów”, rozeznanie zamiast potępienia, miłosierny i wszystko akceptujący Jezus przeciwstawiony rygorystycznym nauczycielom prawa i konserwatywnym profesorom teologii uwięzionym w swoich systemach, którzy bardziej troszczą się o wierność literze prawa i sztywnej doktrynie niż o ludzi w ich słabości i wrażliwości. Lekceważąc lub ignorując tradycję katolicką, prowadzi to do sofistycznie przesadnego twierdzenia, że grzech nie polega na świadomych i dobrowolnych czynach sprzecznych z przykazaniami Bożymi, ale raczej na odmowie wszechogarniającego miłosierdzia wobec tych, którzy nie mogą lub nie chcą ich wypełniać.
Kościół istotnie naucza, że Chrystus umarł na krzyżu za grzechy wszystkich ludzi i że Duch Święty nie odmawia Bożej łaski nikomu, kto nawraca się na Ewangelię, aby mógł prowadzić nowe i święte życie idąc za Chrystusem. Tylko z tego powodu Apostoł może powiedzieć do ochrzczonych: „abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem … trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec się w człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4, 17, 22–24).
W kontekście synodów biskupów i krajowych dróg synodalnych w Kościołach lokalnych wciąż powraca ulubiony temat niektórych biskupów, teologów i świeckich, którzy są w zgodzie z duchem czasu. Zamiast prowadzić ludzi do Boga-człowieka Jezusa Chrystusa, jedynego i prawdziwego Pośrednika między Bogiem a ludźmi, widzą przyszłość Kościoła – w sposób monotematyczny i duchowo ograniczony – w przyjęciu ideologii genderowej i tęczowej.
W ten sposób narażają wręcz widzialną jedność Kościoła w prawdzie Chrystusa, którą sam Pan, jako Głowa Kościoła, powierzył całemu Kolegium Biskupów wraz z papieżem i pod przewodnictwem Papieża jako osobistego następcy św. Piotra na Stolicy Rzymskiej.
Prywatne, a nawet paraliturgiczne błogosławieństwo par tej samej płci oraz par heteroseksualnych pozostających w związkach nieregularnych opiera się na heretyckim zaprzeczeniu objawionej prawdy, że Bóg stworzył ludzi jako mężczyznę i kobietę.
Jezus, który w swojej osobie jest Drogą, Prawdą i Życiem, potwierdził pierwotną wolę Stwórcy wbrew kazuistyce faryzeuszy dotyczącej rozwodów i ostatecznie objawił, że mężczyzna i kobieta stają się jednym ciałem jedynie poprzez przysięgę małżeńską (por. Mt 19, 3–9). Tak więc w małżeństwie mężczyzna i kobieta tworzą osobistą i seksualną jedność dwojga w jednym, we wzajemnej miłości, we wspólnym życiu i w otwartości na przyjęcie potomstwa, którym Bóg pragnie ich obdarzyć. I tylko mężczyzna i kobieta w związku małżeńskim są błogosławieni przez Boga, aby byli płodni, rozmnażali się, napełniali ziemię i panowali (mądrze) nad wszystkimi innymi stworzeniami na ziemi (por. Rdz 1, 28). W Piśmie Świętym ani w całej tradycji Kościoła nie ma wzmianki o błogosławieństwie dla osób pozostających w związkach cudzołożnych, nie ma też żadnej wskazówki, że biskupi są upoważnieni do udzielania lub zezwalania na fałszywe i bluźniercze błogosławieństwa.
Błogosławieństwo liturgiczne lub prywatne (benedictio = aprobata), dzięki któremu jesteśmy błogosławieni w Chrystusie, jest modlitwą Kościoła ufającego w Bożą pomoc i wsparcie dla ludzi, aby mogli rozwijać się we wszystkim, co dobre, a bynajmniej nie jest potwierdzeniem życia sprzecznego z Bogiem w grzechu. Ludzka słabość nie może być wymówką, ponieważ Duch Święty pomaga nam swoją łaską, której Bóg nie odmawia nikomu, kto szczerze o nią prosi (por. Rz 8, 26).
Natomiast o tych, którzy „przemieniają prawdę Bożą w kłamstwo” i zastępują Boży ład własnymi ideologiami oraz wymyślonymi przez siebie pseudoteologiami pomieszanymi z socjologią i psychologią, apostoł mówi, że myślą oni błędnie i żyją w grzechu, co oznacza śmierć życia w łasce. Znając jednakże swoje przewinienia, zgadzają się wręcz z tymi, którzy postępują w taki sposób, sprzeczny z wyrokiem Bożym (por. Rz 1, 25-32).
W reakcjach lobby pro-LGBT w Kościele na publikację raportu odpowiedniej synodalnej grupy roboczej oraz na błogosławieństwa pozamałżeńskich związków seksualnych – nawet tych udzielanych przez biskupów – otwarcie przyjmuje się heretycką relatywizację małżeństwa naturalnego i sakramentalnego. Przedstawia się to jako pierwszy krok w kierunku uznania ideologii LGBT, która propaguje nie co innego jak materialistyczną wizję ludzkości bez Boga, Stwórcy, Odkupiciela i Czyniącego ludzkość doskonałą.
Każdy, kto jako nauczyciel wiary i pasterz wiernych wyznaczony przez Chrystusa jest prawdziwie zainteresowany wewnętrznym pokojem duszy i wiecznym zbawieniem powierzonych mu wiernych, nie czyni z ludzi znajdujących się w sytuacjach trudnych igraszek bezbożnej ideologii ani narzędzi własnego pragnienia wyróżnienia się w środowisku woke, ale raczej osobiście kieruje ich ku Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu. „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie [jak my] – z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili” (Hbr 4,15-16).
Bo tylko On jest prawdziwym Mesjaszem i tylko On może pomóc każdemu człowiekowi, bez wyjątku, wyjść z każdego duchowego cierpienia i wszystkich emocjonalnych zawirowań – w przeciwieństwie do światowych zbawców, których doktryny samoodkupienia tak często prowadziły ludzkość do zguby. Ideologia gender stoi w bezpośredniej sprzeczności z antropologią chrześcijańską. A wraz ze swoimi arbitralnie wymyślonymi 60–80 płciami stoi również w bezpośredniej sprzeczności z naukami biologicznymi. Narusza zdrowy rozsądek, który wie, że każda pojedyncza istota ludzka jest owocem zjednoczenia swego ojca i matki.
Wraz z ideologią „woke” – wywodzącą się pierwotnie z myśli ateistyczno-materialistycznej – do Kościoła katolickiego wkradła się destrukcyjna herezja i schizmatycka siła powodująca podziały, która w zakresie swojej sprzeczności z objawioną prawdą Bożą odpowiada manicheizmowi lub pelagianizmowi.
A studium historii Kościoła uczy nas: tylko dzięki nieustannemu przeciwstawianiu się Magisterium papieży i soborów oraz intelektualnej sile wielkich Doktorów Kościoła, od Augustyna po Tomasza z Akwinu i Johna Henry'ego Newmana, udało się zapobiec tym i innym egzystencjalnym zagrożeniom dla Kościoła. Wszystkie imperia stworzone przez człowieka i ateistyczne bastiony myśli muszą prędzej czy później upaść. Jednak bramy piekielne nie przemogą Kościoła, ponieważ Jezus, Syn Boga żywego, zbudował go na skale św. Piotra.
To nie przekształcenie Kościoła w ruch filantropijny z akcentem religijno-społecznym doprowadzi zsekularyzowanych ludzi zdechrystianizowanego Zachodu z powrotem w otwarte ramiona Dobrego Pasterza, Jezusa Chrystusa, który jest „Światłością narodów”. Możne on jedynie powiedzieć, słowami Ojców Soboru Watykańskiego II, że jego pragnieniem jest „oświecenie wszystkich ludzi Jego blaskiem jaśniejącym na obliczu Kościoła, głosząc Ewangelię każdemu stworzeniu” (Lumen gentium 1).
Prawdziwi uczniowie Jezusa nie szukają uznania ludzi ani fałszywych błogosławieństw „możnych, wybitnych i wpływowych tego świata” (por. 1 Kor 2, 6). W miłości i prawdzie bowiem „Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa; napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie” (Ef 1, 3)".